piątek, 3 stycznia 2014

Od znakomitego planu do improwizacji - czyli jak to wszystko się zaczęło.

Znacie to uczucie? Kiedy wszystko macie poukładane, zaplanowane w najmniejszym szczególe, macie plan A, plan B i jeszcze na wszelki wypadek plan C, a jak przychodzi co do czego, to i tak coś nie wychodzi? Bo ja znam.
Nie jestem perfekcjonistką, ale jak już się za coś zabieram, to nie znoszę odwalać fuszery i stosować półśrodków. Niestety (albo i stety?), życie uczy pokory. I niektórym wydaje się to dramatem, że coś nie jest tak jak to sobie na początku zaplanowali i wymarzyli, a ja odnajduję radość w wymyślaniu kolejnego planu naprawczego, kolejnego sposobu jak coś wykorzystać, albo przerobić żeby jeszcze było zdatne do użycia. Jednak, ironicznie, moje "zdolności" najczęściej objawiają się w rzeczach, które zaczynam robić od początku ;) I nie zależy to od tego, czy pracuję, gotuję obiad, bawię się w jakąś pracę twórczą-manualną, robię porządki w domu czy zajmuję się innym równie ważnym zajęciem. A czasem mam po prostu ochotę zająć się czymś nowym, czego jeszcze nie robiłam i zobaczyć co (i czy w ogóle coś) z tego wyjdzie.

Wychodzę z założenia, że każdą rzecz i każdy pomysł da się jeszcze udoskonalić. Czasem tylko te udoskonalenia nie dają oczekiwanych rezultatów, a jak już się coś rozgrzebie, to po prostu trzeba improwizować. I o tym właśnie będzie ten blog. O tym co zamierzałam, co zrobiłam i jaki był efekt końcowy.

3 komentarze:

  1. improwizować, tak, tak - też czasem tak robię, albo nawet częściej...hehe:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki trochę sposób na życie ;)

      Usuń
    2. Pewnie, czemu nie, czasem inaczej się nie da:)

      Usuń

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)