wtorek, 29 lipca 2014

Geniusz wczorajszego wieczoru - czyli ochraniacze na pasy.

Macie tak czasem, że wsiadacie do samochodu, próbujecie zapiąć pasy i.. się nie da? Parzy! Chcecie uciekać gdzie pieprz rośnie i to na pewno nie przy pomocy samochodu ;) Ja mam. Ale.. żeby nie było, że marudzę, bo przecież mi nie wolno ;) (klik) po raz kolejny potwierdzam, że potrzeba Matką Wynalazków i prezentuję te oto cuda :D Ochraniacze na pasy do samochodu :) Zapinane na rzep, bawełna w dziewczyńskie sówki (w sam raz dla Mamy ;) ) i szary dres. Do tego faza na różową nitkę i... jedziemy!! 




I jeszcze trzy słowa komentarza. Jak to w życiu bywa, najczęściej jest tak, że wydaje mi się, że wpadłam na super genialny pomysł, którego świat dotąd nie widział. Okazuje się jednak, że moje pojmowanie innowacji trochę się rozmija czasowo z resztą planety, a takie ochraniacze już są i pojawiają się sezonowo na innych blogach... Niemniej jednak jestem z siebie super zadowolona, bo moje szare komórki zostały w końcu pobudzone do działania :) Może dzięki temu całkiem nie znikną...
I tak, wiem, że powinnam je wyprasować, zanim zrobiłam zdjęcia je tu pokazałam, jednak na dworze jest trochę ponad 30 stopni, więc nie miałam najmniejszej ochoty jeszcze się dogrzewać żelazkiem. Takie życie :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)