sobota, 27 września 2014

W góry z małym dzieckiem, czyli pierwsza przygoda z Mei Tai.

O tym jak poskromiliśmy szlaki wokół Karpacza i że nawet z małym dzieckiem się da!

Wszystko zaczęło się od chęci. Chcieliśmy pojechać w góry, bo już dawno nie byliśmy (z brzuchem kiepsko się chodzi, potem Młody był jeszcze malutki, wakacje, morze itp). Nastała jesień i wybił ostatni dzwonek (a dla niektórych pierwszy.. ;) sesese taka mała dygresja ]:>) na górskie wycieczki z maluchem. Temat zaczęliśmy rozważać już dawno. No i pojawił się podstawowy problem, w czym nosić Młodego, bo przecież nie na rękach ani w wózku...
Zaczęliśmy oglądać profesjonalne górskie nosidła. I co? I NICO. Nie znaleźliśmy ŻADNEGO, w którym małe dziecko nie wisi! A uwierzcie, widzieliśmy ich całkiem sporo, nie mówiąc już o cenach które mnie mało nie zabiły... Przymierzyliśmy chyba każde z możliwych. Dla dorosłego, super wygoda, wyprofilowane pasy, mięciutkie, nic się nie wpija, stabilny stelaż i te sprawy. Dla dziecka? Szelki, strzemiona na nóżki, kapturki, osłonki przeciwsłoneczne i przeciwdeszczowe, niby full wypas. Tylko jakoś we wszystkich małe dziecko wisi. Na czym wisi mając za oparcie tzw. siedzenie, pomiędzy nogami - możecie się domyślić.
Starsze dzieci najwyraźniej nie mają już z tym problemu. Sięgają nogami do strzemion i przede wszystkim da się im wytłumaczyć, że mają trzymać tam te swoje nogi, a nie majtać nimi na wszystkie strony świata. Z Młodym nie pogadam. Monologi się nie liczą no i nie dają oczekiwanych rezultatów. :(

Powstało pytanie, co zrobić z tym wszystkim? Googlać... Googlać, googlać i wygooglać :) Bo przecież to niemożliwe, żeby nikt nie zauważył tego "wiszącego" problemu, a przecież dziecko to nie jest koniec świata i nie przywiązuje rodziców na amen do domu. Na pewno są ludzie, którzy chcą aktywnie spędzać czas z maluchami i to na świeżym powietrzu. No i znalazłam. Powiem inaczej, odkryłam ponownie :) Mei Tai. Czyli coś, nad czym zastanawiałam się duuuużo wcześniej, przed zakupem chusty. Do tej pory chusta była odpowiednia. Ale wiązanie 5m materiału na cudzych niewspółpracujących plecach (Mąż :*) z wiercącym się dzieckiem w środku w warunkach polowych przerosło moje możliwości. Zabrakło mi na oko, jakichś 2-3 rąk ;)

No więc zrobiłam. Pierwsze własnoręcznie uszyte nosidełko. Krok za krokiem z instrukcją houseofcotton.pl dałam radę :) Oczywiście mimo przymiarek wyszło trochę za duże, ale z tym też sobie poradziliśmy. Nie obyło się bez wieeeelu wątpliwości (Mąż :* po raz kolejny ;)), czy na pewno będzie wygodne dla Młodego, jak się będzie nosić, czy się nie urwie ;), no i czy w ogóle dam radę. Nie takie rzeczy się robiło ;) tzn. takich jeszcze nie, bo to pierwszy MT, ale inne, inżyniersko (delikatnie mówiąc) bardziej skomplikowane już były.

A zatem pora na prezentację :)

Dzień 1:


Szliśmy TAM ;) Paluch wskazywał drogę! A dokładnie rzecz ujmując, to tam już wracaliśmy... Pod górę dzielnie wnosił Młodego jego osobisty Tata :D






Jak widać Młody był zadowolony i od czasu do czasu przysypiał. Głowa się nie kiwała i nie opadała do tyłu dzięki kołnierzowi na gumki.


No i co najważniejsze, wcale nie wybraliśmy trasy super spacerowej i nie wjechaliśmy do góry wyciągiem... Wchodziliśmy szlakiem wzdłuż Łomniczki, doszliśmy do Domu Śląskiego i zeszliśmy w dół przez Biały Jar. Jak doszliśmy na dół, okazało się, że mamy jeszcze drugie tyle żeby wrócić do miejsca gdzie spaliśmy ;) Więc kilometry w nogach mieliśmy.

Dzień 2 spędziliśmy na placach zabaw :)

Dzień 3 - szykowaliśmy się już do wyjazdu, ale nie odmówiliśmy sobie spaceru.




I na koniec wnioski. Nosiliśmy oboje, więc wnioski są wspólne. Na mega długie wycieczki miękkie nosidła dla takich maluchów się chyba jednak nie sprawdzają w 100%. Już tłumaczę. Chodzi tu o podwójny komfort. Żeby dziecku było wygodnie i widziało co się dzieje, a nie oglądało plecy noszącego, trzeba je zamontować dość wysoko. I to jest właśnie problem noszącego. Wysoko zamontowane dziecko ma wysoko głowę - żeby widzieć co się dzieje, a co za tym idzie wysoko mały tyłek (który siedzi - jupi :D), na wysokości którego są pasy do przywiązania. U nas wiązanie wypadło na wysokości pasa, więc obciążenie na kręgosłup jednak było. Idealny układ to większe dziecko (bo głowa dalej wysoko, ale tyłek niżej) i wiązanie na biodrach. W przyszłym roku to zrewidujemy ;)

Da się? Da się!! :) Tylko trzeba chcieć.
P.S. Piszcie o swoich doświadczeniach z nosidełkami górskimi. Chętnie poczytam! :)

9 komentarzy:

  1. genialne nosidło:) w sam raz na takie wycieczki... podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest super :) Zajmuje mało miejsca, jest leciutkie, no i co najważniejsze - Młody siedzi :)
      A i uszyć nie było aż tak ciężko, jak się już połapałam co i jak ;)

      Usuń
  2. Wow, wyszło ekstra, a wymagało z pewnością niemało pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to myślałam, że zrobię to dużo szybciej niż wyszło w ostatecznym rozrachunku. Ale było warte całego tego czasu :)

      Usuń
  3. Super to nosidło! Wygląda na to, że mamie wygodnie, a i maluch zadowolony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne nosidło! Przepiękne, może sama spróbuję takie uszyć, ale wydaje się bardzo trudne. Mam Tulę dla dwulatka, bardzo sobie chwalę, była z nami w górach. Dziecko co prawda chodzące więc dużo samo dreptało ale nosidło się sprawdziło. Mam też Marsupi dla malucha ale jeszcze go nie wkładam, ma 2tygodnie, za malutki. W chuście nigdy nie nosiłam, boję się wiązania. Jak to jest? Z chustą? Sprawdza się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak je szyłam, też mi się wydawało bardzo trudne :) Od tamtej pory jednak trochę doświadczenia nabyłam i teraz już wcale nie wydaje się takie straszne :) Próbuj, nie zaszkodzi! Tutorial wszystko fajnie pokazuje, a jakbyś miała jakieś problemy to pisz.
      Też myślałam nad Tulą, ale stwierdziłam, że mamy już MT i chustę, więc odpuściłam. Natomiast o Marsupi nigdy do tej pory nie słyszałam ;)
      U nas chusta się super sprawdzała :) Dopóki nie uszyłam MT, bo odkąd je mamy, chusty nie zawiązałam ani razu... ;) Z MT jest zdecydowanie szybciej! Ale przyznaję, maluszka w MT bym nie wsadziła (bo to nasze jest duże - jak Tosiek ;)), a w chustę tak. Jednak wydaje mi się, że w chuście taki bobas lepiej się trzyma, a naszego zaczęłam w niej nosić jak zaczął sam w miarę trzymać głowę. Jeśli chodzi o wiązanie - na YT jest masa instrukcji, a chyba też Lenny Lamb mają na swojej stronie z tego co pamiętam :) da się to szybko opanować! :)

      Usuń
  5. Dopiero teraz zauważyłam Twój wpis pod postem z tym tutorialem na moim blogu - przepraszam, ale tyle spamu mi się wpisuje że nie sposób śledzić na bieżąco i czasem się przeoczy jakiś ważny komentarz... :)
    Nosidełko wyszło super, a zdjęcia są prześliczne! Aż pachnie lasem :)
    Białe Grochy z bloga House of Cotton

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)