czwartek, 7 maja 2015

Zdradziłam Zofię......

Zdradziłam i tyle. Kupiłam drugą maszynę.


Zapytacie dlaczego?! 

Nie ucieka po stole, a w porównaniu z Zofią po prostu mruczy w trakcie szycia...

Przecież kocham moją Zofię... (teraz z ta inną intonacją... dlaczego?).


Odpowiedź nie jest aż tak skomplikowana ;)
Dlatego, że lubię szyć. Nie lubię być czymś ograniczana. Jak wena na szycie jest wieczorem, to chcę ją wykorzystać bez wchodzenia na wojenną ścieżkę z sąsiadami (bo mieszkam w wieżowcu... jak sąsiad kicha w łazience, z powodzeniem mogę mu powiedzieć na zdrowie! a on na pewno usłyszy....). Chcę ją wykorzystać tu i teraz, a nie czekać na kolejną sprzyjającą okazję.

Zofia - jest skrojona ma moją miarę. Ergonomia dla mnie idealna. Ma wszyscy co jest mi w domowej maszynie potrzebne. Tylko.. no właśnie, kiedyś stała sobie na podłodze w przedpokoju, a ja usłyszałam huk. To był huk Zofii uderzającej o podłogę. Tosio do tej pory się nie przyznał - a siedział tuż obok i chociaż mieszkamy w rejonie tąpnięć górniczych, wiem, że to nie było to :P

Zatem Zofia od pewnego czasu chodzi coraz głośniej, aktualnie dźwięki z niej wydawane opisałabym jako takie, o natężeniu karabinu maszynowego... :P i w dodatku zaczęła uciekać po stole. Dla tych, którzy nie szyją, a jednak to czytają - to nie jest cecha pożądana ;)

Zatem zdradziłam i kupiłam inną. 


Dlaczego tak, a nie inaczej?
Bo po pierwsze - lokalny spec o maszyn kazał mi podłożyć sobie podkładkę pod nóżkę maszyny, żeby nie uciekała i z pełnym przekonaniem stwierdził, że "taki jej urok". Pozostawię to bez komentarza. 

Po drugie - napisałam do kilku serwisów - koszt regulacji to ok. 100zł i to netto + koszty wysyłki lub dojazdu.
Zrobiłam szybkie rozeznanie w rejonie w używanych maszynach i znalazłam kilka potencjalnych następczyń Zofii. Spędziłam ponad godzinę na zapoznawaniu się z każdą po kolei i koniec końców wybrałam Necchi 559. Nie ma wszystkiego co ma Zofia (najbardziej będzie mi żal ściegu overlockowego i podziałki na płytce ściegowej z oznaczeniami odległości) ale chodzi cicho jak marzenie! A to był dla mnie warunek kluczowy. Mogłaby nawet mieć tylko ścieg prosty i zyg zak, a i tak bym ją wzięła do domu ;)

Powiem Wam jeszcze jedno, była jeszcze jedna taka maszyna, która w skali od 0-10 wydawania z siebie odgłosów miała 0... (Necchi plasuje się na 1-2) Oczy mi się do niej świeciły, ale ważyła tonę... a zmiana dolnej nitki wymagała trochę więcej gimnastyki - zasada niby taka sama, tylko dostęp baaaardzo kiepski :( no i regulacja - da się to wszystko wyczuć, ale trylion pokręteł to dla mnie troszkę za dużo ;) W mojej sytuacji - czyli szyciu kiedy się da i gdzie się da, waga ją niestety zdyskwalifikowała :( gdybym miała "swoje miejsce" do szycia, nie stanowiłoby to chyba takiego problemu, nawet pomimo tych dwóch innych niedogodności.

Po trzecie - dlaczego kupiłam używaną, a nie nową, z bajerami? Prosto z mostu - bajery nie są mi zupełnie potrzebne... potrzebna mi maszyna która szyje i w dodatku szyje cicho. Aspekt ekonomiczny też się liczy, bo używaną kupiłam za 140 zł. Wyregulowaną, wysmarowaną i gotową do działania! Więcej mi na razie nie potrzeba w domowej maszynie.

Co dalej?


Dalej będę szyć :P Ile na której - to wyjdzie w praniu. Tzn w szyciu.
Na koniec dodam jeszcze tylko, że to nie był koniec moich zakupów maszynowych... ;)
W planach również recenzja Zofii. Na recenzje pozostałych nabytków przyjdzie pora jak się ze sobą odpowiednio zapoznamy ;)

14 komentarzy:

  1. Aż mi ślinka pociekła, bo... moja maszyna waży z 20 kilo i bez pomocy męskiego mieszkańca domu jej nie wystawię, poza tym ma z milion lat... więc zazdroszczę jak cholera! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waga jest w wypadku tych starych faktycznie spora. Do tej pory jak mam przynieść z piwnicy maszynę mojej mamy, to muszę się trochę napocić ;)
      A tak w ogóle, to moja "nowa" ma... 15 lat ;) na obudowie widnieje data produkcji - rok 2000. a wcale nie wygląda na taką :) Zatem też aż taka "młódka" z niej nie jest ;)

      Usuń
  2. Moja mama też ma taką starą maszynę,chyba Łucznika i też nie chce jej się wyciągać i taszczyć na stół bo waży chyba ze 30kg ;p
    No to teraz będzie szycie ilekroć wena cię natchnie-nawet o północy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natchnione szycie o północy już było! :D jak się doproszę o sesję foto, to zaprezentuję :) bo dzieło jest z nową metką! :))))

      Usuń
  3. No to zdrada wyszła Ci na dobre :) By szyło się lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszła, wyszła! Chociaż Zofii zupełnie nie porzuciłam :p i dalej ma swój udział w szyciu :)

      Usuń
  4. I jak się szyje na nowej - starej maszynie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyje się super! Nawet elastyczną nicią! Oczywiście "nowa" ma też swoje wady, ale zalet jest zdecydowanie więcej :)

      Usuń
  5. No to super. Jednak to prawda, że kiedyś wszystko robili na lata, auta, pralki, telewizory itd. no i maszyny do szycia też. Teraz to wszystko działa do końca gwarancji i pada :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to, ale niestety prawdziwe :(

      Usuń
  6. Moja mama ma taką samą maszynę i jest bardzo zadowolona - z kategorii niezniszczalna :-) Ja sobie sprawiłam Silvercrest - używaną (z Lidla) i też świetnie bryka w domowym użytkowaniu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szyję na niej już od jakiegoś czasu i też nie narzekam :)
      O Silverkach słyszałam duuużo dobrego!

      Usuń
  7. nieładnie tak zdradzać swoją maszynę :D ja z moją starą musiałam się rozstać, ale to była jeszcze na pedał zawodniczka i rumoru robiła jak by wojna się zaczynała co przy małym dziecku nie pozwala niestety na zbyt częstą pracę :) teraz mam maszynę z Bernina i po tamtej to czuję się jak bym prawie jej nie słyszała a pracuje bardzo fajnie i mam nadzieje że zostanie ze mną na dłuuuuugo

    OdpowiedzUsuń
  8. No nieładnie, ale siła wyższa... Spotkania z podłogą nie robią im dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)