środa, 22 lipca 2015

Co zrobić, by mieć więcej czasu na przyjemności?

Często w komentarzach, na fb, czy w mailach pytacie mnie o to jak to robię, że mając małe dziecko tyle szyję. Moja odpowiedź jest wciąż taka sama - najczęściej szyję na raty. Przyszedł jednak taki dzień, że zaczęłam się bardziej nad tym zastanawiać. Analizowałam, analizowałam i doszłam do kilku wniosków... Okazało się bowiem, że szycie na raty to nie jest pełna odpowiedź, przy której tak się upierałam! Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy sobie to uświadomiłam, wiem tylko ja, bo Mąż był akurat w delegacji, a Tosio smacznie spał ;)

jak szyć w domu, szycie z dzieckiem, jak ona s czas na szycie, organizacja czasu pracy

Na prawidłową odpowiedź składa się jeszcze kilka innych elementów oraz kilka patentów o których pisałam już kiedyś we wpisie 3 sposoby na szycie z małym dzieckiem. Pamiętacie go jeszcze?
Tak punktowałam i wypisywałam, że zrobiłam z tego listę, na której i Wy mam nadzieje znajdziecie jakieś punkty dla siebie, bo uwaga! Są bardzo uniwersalne i można je z powodzeniem zastosować nie tylko w przypadku, kiedy to krawiectwo jest Waszą pasją! Bo założę się, że każda którą coś wciągnęło, chciałaby mieć tego czasu więcej i więcej ;) Zatem dzisiaj, dzielę się z Wami moją tajemnicą :P Czyli odpowiadam na pytanie Jak ja to robię, że tyle szyję?

Po pierwsze i najważniejsze! 



Brak zjadacza czasu.


Nie mamy w domu telewizji. Owszem, mamy telewizor, służy on po prostu za duży monitor. Służy do pracy i do rozrywki, ale jest narzędziem, a nie sposobem na spędzanie czasu.

Szyję kawałkami.


Rozkładam pracę na mniejsze części! Nie czekam na sprzyjającą okazję, żeby zrobić coś na raz, bo takie okazje zdarzają się niezwykle rzadko. Mam 5 minut, które chcę przeznaczyć na szycie? Przeznaczam je na szycie. Nie mówię, że to za mało, że nic się nie da w tym czasie zrobić. Proste. Da się. Tu 5 minut, tam 5 minut, a gdzie indziej 10 kolejnych, tak kilka razy i spodnie gotowe. Kiedy mam okazję, szyję również wieczorami. Jednak ostatnio, Młody czasem gniewny, chodzi spać o 22 a czasem nawet o 23... a ja równo z nim. Kto to widział, chodzić spać kiedy jeszcze nie jest ciemno, nie? ;)

Kilka rzeczy jednocześnie.


Przygotowuję zawczasu materiały do szycia. To też oszczędność czasu. Nie ma nic bardziej frustrującego niż ciągłe rozkładanie i składanie potrzebnych rzeczy. Dekatyzacja? Kika nowych materiałów na raz, albo razem z brudami - hop, do pralki! Prasowanie? Nie cierpię, ale przed skrojeniem dobrze jest to zrobić - znowu kilka na raz. Wycinanie? Jeśli jakiś wykrój mi pasuje to.. wycinam kilka takich samych elementów garderoby.. oczywiście na raz ;) Np. 3 pary jednakowych spodni z kieszeniami - to 3 pary jednakowych kieszeni.. Szycie? Znowu - 3 pary jednakowych spodni, to np. 3 razy ten sam szew na nogawce. Nie bez powodu w profesjonalnych szwalniach, szycie podzielone jest na zadania i każda osoba jest odpowiedzialna za jakiś etap! Częste powielanie jednej czynności utrwala ją w pamięci i kolejny raz idzie łatwiej i.. szybciej! Dotyczy to nie tylko szycia!

Planowanie i etapowanie.


Zawsze wcześniej planuję co chcę uszyć i układam sobie w głowie jak to najlepiej zrobić. To, że często nie wychodzi tak, jak to sobie zaplanowałam i muszę wcielać w życie plan B, a czasem nawet C lub D (dobrze, że alfabet jest długi...) to inna sprawa ;) Wychodzę z założenia, że sztuka improwizowania jest niezwykle rozwijająca! ;)

Rzeczy uniwersalne - szyję najczęściej 3 kolorami nici.


Staram się wykorzystać to, co akurat mam założone w maszynie. Czarne, białe i szare - czyli uniwersalne. Pasują do wszystkiego i nie trzeba ich co chwilę zmieniać. Robię to rzadko, najczęściej w wyjątkowych sytuacjach lub by zmaterializować swoją konkretną wizję.

Mam swoje miejsce (do szycia).


To zabrana prawie siłą ława w dużym pokoju, gdzie zalega cały mój bajzel. To moje miejsce, w którym nikt mi nie grzebie i co ważne, nie składam maszyn po szyciu. One tam po prostu stoją. Dotyczy to znowu chyba wszystkiego.. bo kto lubi szukać "wypożyczonych" lub "odłożonych na miejsce" przez innych członków rodziny rzeczy? ;)

Pola do usprawnień - zszywam na overlocku.


Dlatego uparłam się na zakup 4 nitkowego. Ustawiam tak naprężenie nici, żeby nie trzeba było dodatkowo poprawiać na stębnówce. Jeden szew i gotowe.

Korzystam ze sprawdzonych form, a nowe poprawiam od razu pod swoje/Tosia potrzeby.


To kwestia doświadczenia, a to przyjdzie z czasem lub kwestia odpowiedniej wyobraźni, którą warto rozwijać.

Inwestycje.


Zainwestowałam w cichą maszynę i w overlocka. Po wypadku Zofii, o którym pisałam tutaj, kupiłam maszynę, na której mogę szyć wieczorami, bez obaw sen Młodego. Zrezygnowałam również z zszywania i obrzucania (2 czynności) na zwykłej stębnówce, na rzecz tego samego na overlocku (1 czynność i w dodatku dużo szybsza!). Oczywiście nie wszystko da się tak zrobić i odpowiadając od razu na niezadane jeszcze pytanie - nie, nie wyobrażam sobie mieć tylko overlocka, za to tak, można mieć tylko stębnówkę ;)
Warto jest mieć coś, do nie będzie nas drażniło i poprawi komfort naszej pracy!

Po drugie, nie mniej ważne!


To "dodatki", już nie bezpośrednio związane z samym szyciem, jednak bez nich, często nie było by w ogóle takiej możliwości.

Wsparcie - mam wspaniałego Męża, który akceptuje fakt, że Jego druga połowa ma swoje pasje i je realizuje.


Widziały gały co brały, że tak powiem ;) No i moją pierwszą osobistą maszynę do szycia kupił mi właśnie On. Zatem reklamacji nie uwzględnia się ;) Grunt, żeby druga osoba również widziała w tym co robimy jakiś cel. Chociażby taki, aby nam sprawiało to przyjemność!

Zeszyt z pomysłami


Pokazywałam Wam kiedyś okładkę na mój zeszyt z pomysłami, zwany również idea book'iem. To w nim mam spisane moje pomysły, plany do realizacji, a czasem nawet sposoby na osiągnięcie zamierzonego celu, zarys wykroju czy jeszcze innej "genialnej" rzeczy :) To kartki będące swoistym przedłużeniem mojego umysłu, łapiące wszystko co tylko mogą i co najważniejsze, nie zapominające tego, co ja w przypływie natchnienia wymyśliłam! Im więcej kreatywnych myśli złapiecie, tym więcej takich wyprodukuje Wasza głowa!! Sprawdzone na własnym przykładzie. W dodatku, zapisując pomysły, nie tracicie czasu na ponowne ich wymyślanie/przypominanie sobie ;)

Kwestia charakteru.


Nie wyobrażam sobie siedzieć bezczynnie w domu i nic nie robić. Niby wiedziałam o tym od baaaardzo dawna, jednak po tym jak przestałam się mieścić z ciążowym brzuchem pod biurko w pracy i lekarz wysłał mnie do domu na dalsze oczekiwanie na przyjście na świat mojego pierworodnego, musiałam się czymś zająć. Po prostu musiałam, żeby nie zwariować w 4 ścianach. Zaczęłam wtedy więcej szyć, nauczyłam się robić bransoletki na szydełku, przeprosiłam się z farbami (chyba pora zrobić to po raz kolejny), ogarnęłam część funkcji w aparacie, zaczęłam więcej czytać (nie, żebym wcześniej mało czytała, co to to nie ;)), zajęłam się organizowaniem domowego ogródka i spędzam więcej czasu na powietrzu.  Po prostu, nie lubię siedzieć bezczynnie i stale szukam sobie nowych rozrywek oraz możliwości rozwoju. Ten stan trwa do dziś, chociaż Antek ma już prawie 2 lata, a ja...

Praca zawodowa


... a ja wróciłam do pracy na pół etatu. Taką decyzję podjęliśmy wspólnie - pół etatu w pracy (pracuję w domu, więc jestem też do przodu na czasie spędzony na dojazdy do pracy), pół etatu z Tosiem w domu. Układ ma swoje plusy i minusy, jak każdy optymalny układ. Czasem zdarza mi się też mieć więcej luzu w tym czasie i mogę przeznaczyć te chwile na coś co lubię :) A to rozejrzę się za nowym materiałem, zobaczę co nowego słychać na moich ulubionych blogach, albo odgruzuję biurko.. bo na to jakoś czasu/sił/ochoty (niepotrzebne skreślić) nie było ;)

A jakie są Wasze patenty na wygospodarowanie kilku chwil na coś co lubicie? Śpiące dzieci? Własny pokój gdzie możecie zamknąć się i wywiesić tabliczkę z groźnym napisem?? Podzielcie się, może jeszcze uda mi się coś podpatrzeć :P

33 komentarze:

  1. Fakt, trzeba wykorzystywać każde 5 minut. Ja czekałam, aż będę mieć więcej czasu i przez długi czas nawet nie zbliżyłam się do maszyny. Teraz skubnę parę minut tu i tam - no i są efekty. Najfajniej byłoby mieć ciurkiem kilka godzin, ale te czasy bezpowrotnie minęły wraz z przyjściem na świat potomstwa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz rację ;) Chociaż mi się ostatnio udało z małymi przerwami na podziwianie ciastolinowych misiów, samochodów i innych prób wspólnej twórczości Męża i Młodego, wręcz wyszarpać prawie 3 godziny na szycie.. za jednym zamachem! ;) Ale fakt, faktem - metoda małych kroków sprawdza się tu znakomicie.

      Usuń
  2. Dobry plan dnia to podstawa :) Mój blog Ma i Bla przy okazji zapraszam do siebie na CANDY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas coś takiego jak plan dnia chyba nie istnieje ;) Codzienność po wielokroć zaskakuje! :)

      Usuń
  3. Ja staram się zawsze mieć plan dnia. Dzięki temu nawet z małym opóźnieniem udaje mi się wykonac zaplanowane rzeczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ogólny zarys, albo listę punktów które chcę zrealizować. Niestety kolejność zmienia się jak w kalejdoskopie ;) Zacznę się martwić jak będziemy jeść śniadanie na kolację ;D

      Usuń
  4. Ja korzystam z każdej wolnej chwili gdy dzieciaki się bawią, są zajęte oglądaniem wieczornej bajki albo się kąpią. No i jeszcze staram się wcześnie kłaść dzieci do spania dzięki czemu one są wyspane, a my mamy długie wieczory na nasze ulubione zajęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak ja walczę z tym wcześniejszym chodzenie spać... tylko póki co, mój Młody jest z tych szybko-regenerujących siły ;) Szkoda czasu na spanie!

      Usuń
  5. Bardzo dobrze znam szycie na raty ;-) Myślę, że jest bardzo dobra metoda, synu śpi wycinam materiał, mężu wraca idzie na spacer ja szyję :-) albo młody wstaje głodny je, a ja rach ciach i spodnie zszyte ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak! Właśnie o tym mówię ;)

      Usuń
  6. Ja przede wszystkim muszę wybierać na razie rzeczy łatwe do uszycia, które nie zniechęcą mnie na długie dni. No i największym problemem jest maszyna z którą muszę się przeprosić (a raczej ona mnie!). Chociaż myślę, że zainwestuję w nową Silverkę, jak tylko pojawi się w Lidlu :)
    A po remoncie rozgoszczę się w gościnnym i maszyny składać nie będę musiała ;)
    Ale co do tv to zgadzam się w 100%!
    Chyba zrobię eksperyment i wyłączę tv, żeby mieć więcej czasu na szycie i nie tylko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym eksperymentem rękoma i nogami! :) Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile to czasu pochłania ;) A w L. od 30 lipca mają być Singer Tradition za 366zł - właśnie sprawdzałam w gazetce, bo gdzieś mi się to dzisiaj o oczy obiło wcześniej. Póki co, Silverek nie widziałam nigdzie.
      Wyjdzie na to, że będziesz miała własny pokój do szycia! ;)

      Usuń
    2. Właśnie się zastanawiam czy Singer jest wart uwagi ;) Co o nim myślisz? W sumie brakuje mi do niej 100 zł jak by nie było. Może niedzielne imieniny stukną tę kwotę :D
      Dziś tv tylko kucyki pony :] a tak cały dzień na dworze ;)

      Usuń
    3. Hej! Jesteś niesamowita!
      Wprowadziłam kilka zmian zgodnie ze wskazówkami i od razu mam większą organizację czasu i.... niedługo całkiem nowy wymarzony nabytek ;)

      Usuń
  7. Ja uważam, że najważniejsze jest żeby wykorzystać maksymalnie czas, który mamy do dyspozycji. Jesteśmy sobie w stanie zorganizować kilka godzin na swoje zajęcie, to super ale jeśli nie jest to możliwe nie skazujmy się na porażkę i nie mówmy, że nie opłaca się zaczynać. Bardzo podoba mi się ta zasada tu pięć minut, tam pięć minut..., bo ona pokazuje, że nawet z małym dzieckiem chcieć to móc. W blogosferze jest wiele mam, żon, kobiet aktywnych zawodowo, które rozwijają swoje pasje, a przecież w domu także mają ogrom obowiązków (patrz wyżej ;)). Można się na nich wzorować i zabierać dla siebie cenne, sprawdzone rady. Może coś się przyda. Co do patentów, to moim jest oduczenie siebie samej mówienia, że coś się nie uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć na wpojenie sobie nowych nawyków wystarczy 21 dni ;) 3 tygodnie i wszystko Ci się uda!! :D I tak jak napisałaś. Chcieć, to móc!

      Usuń
  8. Chyba sobie te rady wydrukuję i przykleję na lodówkę! Genialne!!
    Szczególnie na przyszłość kiedy to już zostanę mamą i nie wyobrażam sobie zrezygnować z całej tej przyjemności jaką daje mi szycie :) Też nie mamy telewizji. Cudowna sprawa. Też mam zeszyt z pomysłami (!) i też mam kochającego mężczyznę który szanuje moją pasję (a wręcz bardzo u się to podoba, że mam taki szał twórczy w oczach przy maszynie!). Dziękuję, że do mnie zajrzałaś, zapraszam częściej, bo mogę się od Ciebie baaardzo wiele nauczyć, a każda uwaga jest cenna na samym starcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak :) Umysł chłonie takie uwagi jak gąbka. Jeśli masz ochotę, to listę drukuj i.. uzupełniaj ją o swoje patenty! :) Póki jeszcze "masz czas" staraj się jak najwięcej rzeczy sobie poukładać, później będziesz je robiła niemal automatycznie :)

      Usuń
  9. Planowanie i czekanie na okazję, kiedy pojawi się chwilka czasu, którą można wykorzystać, to jest rzeczywiście bardzo dobra wskazówka na to, jak znaleźć czas na to, co się lubi robić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, jak plan jest już w głowie, wystarczy kilka minut bo już wiemy co robić :)

      Usuń
  10. Bardzo cenne wskazówki jak w tym całym zamieszaniu życia codziennego odnaleźć chwilę na realizację swoich pasji. Dobre wskazówki nie tylko dla kobiet lubiących szyć, ale dla każdej z nas, która cały czas powtarza, że nie ma na nic czasu... Jeżeli chodzi o mnie to muszę się dość poważnie zastanowić nad włączaniem chyba największego pożeracza czasu...TV :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj polecam wyłączyć TV, z całego serca! Też mi się wydaje, że wskazówki są na tyle uniwersalne, że nie tylko szyjącym mogą pomóc :)

      Usuń
  11. U mnie podobnie - jak ktos zadaje pytanie kiedy mam czas na to, czy na tamto pytam, czy ogląd TV, bo ja nie ;o) Kiedys miała jeden pokój przeznaczony na moje "atelier", ale oddałam go młodszej córce i teraz ciężko mi się zabrać za cokolwiek, zwłaszcza, że nie mam obecnie w domu maszyny.
    I łączę się w bólu z tym chodzeniem pózno spać przez dzieciaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy ludzie wprost nie mogą tego pojąć, zwłaszcza, że my mamy w domu telewizor :) tylko telewizji nie mamy ;)
      Wczoraj 21, jest nadzieja na dziś! :D

      Usuń
  12. Super, że się realizujesz i potrafisz znaleźć na to czas. I tak trzymaj!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas się staram :) Mam lepsze i gorsze momenty, ale to nieuniknione ;)

      Usuń
  13. Znam problem - ja znów dla odmiany pracuję w domu, dlatego bardzo istotne jest dla mnie planowanie i trzymanie się planu. Prokrastynacja całkiem obca mi nie jest, ale walczę, walczę! A telewizor mam, oglądam, lubię, jak coś szumi, gdy np. prasuję. A mimo to nadal mam czas na pochłanianie góry książek i swoje pasje :) Niemniej - trzeba bardzo, bardzo chcieć, żeby móc zbilansować pracę i życie poza pracą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj trzeba, trzeba! Ja wolę jak mi "szumi" audiobook ;) Też pracuję w domu, więc nie mam innej opcji niż planowanie ;)

      Usuń
  14. swoje miejsce (do szycia) - O TAK! to jest to, czego krawcowe i szyjące osoby najbardziej potrzebują (pożądają, chcą) mieć, poza sprzętem oczywiście:)
    Ja również mam to szczęście, że posiadam takie miejsce i jest zdecydowanie lepiej, nic nie trzeba za każdym razem sprzątać i ogarniać po szyciu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie zawsze najbardziej drażniło. Czasem składanie/rozkładanie/sprzątanie zajmowało więcej czasu niż samo szycie...

      Usuń
    2. Niestety z tym sprzątaniem masz rację, dlatego tak ważne jest to miejsce i ta przestrzeń na szyciowe klamoty:)

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. najważniejsze to mieć swoje miejsce:) mieć mnóstwo pomysłów:) i chęci:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)