poniedziałek, 21 grudnia 2015

Sukienka na wesele - Burda 3/2011 mod. 108.

Dzisiaj Mama Szyje Sobie ;) Raz na jakiś czas się to zdarza, niezbyt ostatnio często, ale mam zamiar ten stan rzeczy zmienić. Bynajmniej nie z powodu kaprysu, czy niechęci do szycia garderoby dziecięcej, a raczej z powodu braków w mojej własnej, osobistej szafie... Tak to już jest, o ile do sklepu z materiałami mogę chodzić, wybierać i przebierać, o tyle do sklepu z ubraniami już mi jakoś nie po drodze. Męczy mnie to, wręcz odpycha. Jak już muszę, to muszę, ale jeśli nie muszę, to.... :) no właśnie, to kombinuję ;)

sukienka na wesele

Tak właśnie było tym razem, czasu było sporo, nie musiałam się spieszyć, no i miałam ochotę zrobić coś sama :)

Pierwotny plan zakładał uszycie czegoś asymetrycznego, znalazłam nawet prawie idealną sukienkę (podziwiajcie cudo u Red Strawberry Lips!), jednak ten numer Burdy znajdował się poza moim zasięgiem. W trakcie przeglądania tego co miałam, znalazłam pewną sukienkę, nawet w temacie ślubnym, która byłaby dla mnie w sam raz, gdybym miała 160 cm wzrostu ;) Niestety, albo i stety, mam 173cm, co w zasadzie bardziej mi pasuje, a sukienka sama w sobie na tyle urzekła mnie swoją prostotą, że i tak postanowiłam ją mieć. Tylko tu pojawił się problem, jak dopasować coś, co jest przewidziane na kogoś dużo niższego niż ja?

sukienka, szyję dla siebie, sukienka dla mamy, sukienka na wesele

elegancka sukienka dwuczęśćiowa

Zaczęłam od skrupulatnych pomiarów własnej osoby, wpasowaniu się w tabelkę z wymiarami (poza wzrostem oczywiście), wybrania "odpowiedniego" rozmiaru i przerysowania wykroju - posłużyłam się tu Burdą 3/2011 modelem 108 (przy okazji czego miałam zrobić post o tym, jak wyciągnąć wykrój z Burdy, ale ubiegła mnie Dominika z Bębenek i Stopka i chwała jej za to, bo ja nie miałam do tego tematu serca, a przyznaję, że zrobiła to lepiej niż ja miałam to w planie). Żeby było śmiesznie, w oryginale to sukienka - bombka. Raczej nie dla mnie. Przerysowałam wkrój. A potem zaczęłam dumać przy kubku kawy. Bardzo dużym kubku.


 Burda 3/2011 mod. 108.


Myślałam, myślałam i w końcu wymyśliłam :) obniżyłam zaszewki na piesiach, taliowanie na plecach i brzuchu, a potem uszyłam model próbny z resztek pewnego materiału, który został mi po szyciu nigdy niepokazanej Wam sukienki. Resztki starczyło idealnie na górę od sukienki i w zasadzie tylko to było mi potrzebne. Na modelu próbnym okazało się, że wymaga on jeszcze poprawek - ścięcia dekoltu, bo ten wchodził w szyję oraz pogłębienia podkroju pach. Poprawiłam obie rzeczy na oko na papierowej formie i przystąpiłam do szycia właściwej sukienki. (Swoją drogą, czy po tylu przeróbkach i dole nie mającym niczego wspólnego z oryginałem, to dalej sukienka z Burdy? Jak myślicie? Bo poważnie się nad tym zastanawiam, gdzie kończy się korzystanie z gotowego wykroju, a zaczyna własny wykrój...)


Góra: Po milionowej poprawce szwu na zaszewkach piersiowych i akceptacji Męża (coś w stylu: jak się nie da lepiej to niech zostanie tak), ku mojej wielkiej radości, powstała góra. Dekolt i plecy wykończyłam odszyciem - podklejonym termo taśmą, która po praniu zaczęła odchodzić... też tak macie??? Czy tylko moja jest jakaś kiepska? A, no i co zrobić, żeby nie było widać po zaprasowaniu zapasu na szwy??? (patrz zdjęcie) To była moja pierwsza z odszyciem przygoda i niestety zapasy widać, po wyprasowaniu sukienki :( żeby ułożyć dekolt w łuk, musiałam je ponacinać... nie tak to sobie wyobrażałam, ale póki co nie mam pojęcia jak zrobić to lepiej :( helpunku!!!

Burda 3/2011 mod. 108 sukienka, na wesele, na ślub

Dół: Doł miał być w porówaniu z tym banałem. Przyszyłam zmarszczony prostokąt z podszewką. W mojej głowie pasował do tej góry idealnie, niestety rzeczywistość okazała się odmienna od mojego wyobrażenia o efekcie końcowym, w związku z czym czekało mnie prucie.. dużo prucia... Skończyłam z kontrafałdami. W dodatku ciut krzywo wszytymi, ale uznajmy, że tego nie widać. Tak miało być :P

Perełkę zostawiam na koniec. Do całości, miał być jeszcze różowy pasek. Taki do zawiązania, a potem, po weselu do zdjęcia, aby sukienkę wykorzystać również na inne okazje. Kupując materiały na sukienkę, kupiłam białą i różową bawegę oraz (podobno) żorżetę - czarno-białą z elastanem. Podobno obie bawegi były bawełniane, jednak moje żelazko zweryfikowało skład. Biała, owszem, była bawełniana. Różowa niebardzo... Po tym jak przykleiła się do żelazka, a ja wpadłam w panikę (podwóją! Po pierwsze "aaaaaaa żelazko!!", po drugie "aaaaaaa pasek!!!" - to tylko obrazuje moją przytomności myślenia, żelazko ważniejsze niż pasek ;) czyli jeszcze nie oszalałam całkowicie na punkcie szycia, a prasuję niewiele), postanowiłam radykalnie zmienić plan.
Porzuciłam wizję o różowym pasku i.. no właśnie, i co dalej? Na szczęście, na pasek wzięłam więcej niż potrzebowałam. Bardzo rzadko mi się to zdarza, ale tym razem jakoś tak coś mnie podkusiło. Najlepsze jest to, że z zapasem wzięłam tylko na pasek... Całe szczęście. Plan awaryjny powstał 3 godziny przed wyjściem, z Tosiem na kolanach. Postanowiłam zrobić różowego kwiatka, który nawet nie musiał zbliżać się do żelazka (uratowane, dzięki dziewczynom z TSD ;) ). Kwiatek na agrafce został przyczepiony do sukienki, żeby przełamać jej brak kolorowego koloru (bo ponoć cz. i b. to nie kolory, tak samo jak szary ;) ). No i finito! Sukienka gotowa :)

prostu pomysł na kwiatka

Koniec końców, sukienka wyszła jeszcze odrobinę za luźna u góry. Sama góra podoba mi się jednak na tyle, że na pewno powstanie z tego wykroju jeszcze (przynajmniej jedna) bluzka, tylko już zwężona. Jeśli poradzę sobie z tym odszyciem ;) A jeśli sobie nie poradzę, to będzie bez odszycia... albo z odszyciem i nie będe prasować ;) No i wpisuję się z nią w miesięczne - wrześniowe wyzwanie TSDM (Tydzień Szycia Dla Mam ;) ). Bo w czasoprzestrzeni matek, czas biegnie inaczej, a tygodnie można z powodzeniem zamieniać na miesiące ;)


 Burda 3/2011 mod. 108.

 Burda 3/2011 mod. 108.

 Burda 3/2011 mod. 108.

 Burda 3/2011 mod. 108.

 Burda 3/2011 mod. 108.

Znowu bez butów ;)))
Co myślicie o moim sukienkowo-weselnym debiucie?? Przyznaję, że sukienkę pokochałam od pierwszego założenia i mimo tego, że jest trochę luźna, to jednak bardzo mi pasuje :) Materiał na bluzkę z tego samego wykroju już mam. Na dwie inne spódnice i jeszcze jedną bluzkę też ;) Liczyłam na to, że chociaż z jedną rzeczą zdążę do końca września, a tu wyszło jak zawsze.. ;)

13 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba ta sukienka! A tył jest po prostu zjawiskowy!!
    Mnie czeka wesele we wrześniu. Może do tego czasu też coś na siebie uszyję :P

    OdpowiedzUsuń
  2. www.mojenozyczki.blogspot.com21 grudnia 2015 12:28

    No pięknie wyszła. Tył jest cudowny. Ja bym chyba wymiękła jakbym miała wprowadzać tyle poprawek. To jeszcze przede mną, ale Ty poradziłaś sobie fenomenalnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! i na wiele okazji :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo, do września czasu sporo!! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poprawek niby dużo, ale wcale nie takie straszne jak się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie :) Na bez okazji, ale elegancko też jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szycie sukienek to w moim mniemaniu wyższa szkoła wtajemniczenia! Mega szacun za podjęcie tego wyzwania, bo efekt bardzo mi się podoba. Lubię takie subtelne, dziewczęce sukienki! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  8. O rety, podziwiam :) Sukienka wyszła ślicznie, a jeśli do tego dodać te wszystkie przygody po drodze, to ufff... ale świetnie się czytało :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję :) Z sukienkami jeszcze nie do końca idzie mi tak, jakbym sobie tego życzyła, ale każda kolejna jest coraz lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przygód trochę było, ale bez nich nie byłoby co opowiadać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobranocne Twory14 maja 2016 09:29

    Z przygodami, ale wyszla super :) i pięknie w niej wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezwykle miło, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią! :)